Moja przygoda z RPG zaczęła się pewnego listopadowego wieczoru Anno Domini 1994 (można powiedzieć że to dokładnie 15 lat temu, bo gdy piszę te słowa jest listopad 2009 roku). Kupowałem w kiosku Nową Fantastykę gdy mój wzrok padł na dziwną okładkę. Tuż przed NF leżał Złoty Smok. Gdy dotarłem do domu zagłębiłem się w lekturze. To było coś. Przedtem co prawda czytywałem Nową Fantastykę, grałem w planszówki wydawane przez Encore i Sferę, no i wiedziałem że istnieje takie coś jak gry fabularne z czasopisma Commodore&Amiga (właściwie to był tylko jeden akapit po którym nastąpiło opisanie ciekawych RPGów komputerowych, ale te kilka zdań wystarczyło bym szukał informacji o nowej, ciekawej zabawie) ale nigdy wcześniej nie widziałem żadnego pisma poświęconego RPGom, nie czytałem scenariusza. I choć po przeczytaniu nadal nie wiedziałem wielu rzeczy to tak właśnie się zaczęło moje obcowanie z grami fabularnymi. To ze "Złotego Smoka" dowiedziałem się o "Magii i Mieczu" które to zacząłem też zbierać poczynając od numeru 11. Tak poznawałem na "sucho" co to są te "gry fabularne", poznawałem je z artykułów, recenzji, scenariuszy. W wakacje 95 roku poprowadziłem moje pierwsze nieudane sesje. Jedną była przygoda wprowadzająca dla jednej postaci w "Kryształach Czasu", później już napisana przeze mnie (i zilustrowana po raz pierwszy i chyba ostatni) przygoda do Strefy Śmierci. W międzyczasie zaś pochłaniałem nowe numery "Magii i Miecza", "Złotego Smoka" i "Talizmana". W wakacje 95 roku poprowadziłem jeszcze jedną sesję. Znamienne jest to że opierała się na moim autorskim systemie (bardzo prostym) dla dzieciaków znajomych (średnia wieku graczy oscylowała tak gdzieś koło 7 lat).
Gdy zaczął się nowy rok szkolny okazało się że w mojej szkole jest jeszcze kilka osób które również grają w RPG. I tak zacząłem grać w "Warhammer Fantasy Role Play", czyli popularnego młotka. Na początku byłem tylko graczem, by powoli z czasem zacząć również mistrzować. Znamienne dla mnie w tym okresie było przygotowywanie przygód i handoutów do nich. Listy, mapki, szkice sytuacyjne, opisy przeznaczone tylko dla jednego gracza. Pamiętam wyjazd do Łodzi po zakup mojego "Warhamca". To był tydzień tuż po święcie Bożego Narodzenia, zimno tak że aż strach, a jak z kuzynem przeczesuję ul. Piotrkowską w poszukiwaniu sklepu Mag, by tam zaopatrzyć się w podręcznik, komplet kości oraz dwa pierwsze numery Labiryntu. Powrót to czytanie podręcznika już w pociągu.
Tymczasem grupa rozrastała się. Poznawaliśmy nowe systemy RPG: Cyberpunk 2020, zachodnie kserówki Earthdawna i Toona. Graliśmy właściwie co tydzień, na początku w soboty w szkole, potem też w naszych domach. A w wakacje nawet częściej. Najlepsze były wyjazdy pod namiot lub wynajmowanie domków gdzieś nad rzeką. W czasie gdy inni upijali się, my graliśmy i też piliśmy ale z umiarem. Wszak sesje były najważniejsze. Kilku Mistrzów Gry, kilkunastu graczy. Zdarzały się 2-3 równoległe sesje trzy razy w ciągu dnia (6-9 sesji dziennie). To były czasy. Wracałem z takich wypadów kilkudniowych kompletnie wyczerpany ale i szczęśliwy. Właściwie cały czas poświęcaliśmy hobby i wzajemnie się nakręcaliśmy. Najlepsze lata RPGowca :)
Gdy zaczęły się studia gry fabularne również były obecne w moim życiu. W akademiku trafiłem do pokoju RPGowców. Poznałem inne style gry, inne systemy, nowych ludzi. I choć nadal najczęściej graliśmy w WFRP to pojawiały się też inne światy i mechaniki. To dzięki tym ludziom zakochałem się w Shadowrunie, to w tym czasie przesiadywałem na uczelni ściągając co ciekawsze strony na dyskietki, to wtedy poznałem FUDGE i później FUZION buszując po internecie.
Lata mijały a ja kupowałem coraz to nowe systemy, nadal zbierałem "Magię i Miecz" i "Portala" (że o innych czasopismach nie wspomnę). W 2000 roku ożeniłem się, potem zostałem ojcem. I nadal gram (a przynajmniej staram się), choć czasu już jakby mniej, co jakiś czas poznaję nowe systemy, nowe rozwiązania, pomysły, mechaniki. Czytam o moim hobby, niekiedy (bardzo rzadko) się udzielam na forach i w komentarzach. Latka lecą, syn mi rośnie i zaczynam powoli wkręcać go w moje hobby. Na razie powoli zaczynam od planszówek, ale mam nadzieję że Krystian poprowadzi kiedyś swojemu staremu jakąś wyczesaną przygodę :)
Czego wszystkim ojcom życzę :)
czwartek, 26 listopada 2009
niedziela, 2 sierpnia 2009
Otwarcie
Otwieram bloga na świat. Czekając na kolejne odcinki Doctor Who majstrowałem przy szablonie i taki jest wynik. Czekam na krytykę.
Niniejszym uważam blog za otwarty :)
Niniejszym uważam blog za otwarty :)
piątek, 4 kwietnia 2008
- Masz problem?
- Masz problem?
Takim tekstem (pomijam epitety bo regulamin zabrania) powitał mnie niedawno przed nocnym sklepem jakiś dupek. Czuł się silny, bo za nim stała grupa podobnych mu młodych ludzi których ideałem jest chyba stanie pod nocnym, spijanie piwa lub wina i zaczepianie innych (oczywiście gdy mają przewagę przynajmniej trzy do jednego).
- To chyba Ty - odpowiedziałem bez namysłu i podszedłem do okienka coś kupić. Ale nie o zakupach chciałem.
No właśnie, mam problem? Mam, i to niejeden. Ale tutaj zanudzał Was będę jedynie problemami związanymi z hobby które nas interesuje, czy z tym wszystkim co jest związane z grami fabularnymi. A jakie to problemy? Można rzec banalne.
Starzeję się, trzydziestka na karku a ja ciągle interesuję się tymi śmiesznymi zabawami. Lubię poganiać za smokami, wszcząć burdę w karczmie czy uratować jakąś dziewicę. Jakoś mi to nie przechodzi choć czasu mało, rodziną wypadało by się zająć, zapracować na chleb itp. A i sesji jakoś tak ostatnio (tak gdzieś z pół roku) to nie wiem czy było dwie lub trzy. Ale nadal czytam, ale nadal się interesuję, nadal coś tam kupuję. Mój pierwszy problem to czas, a właściwie jego ustawiczny brak. Ponad trzy tygodnie czytałem Burning Empires, tak gdzieś od początku lutego czytam na zmianę Burning Wheel na zmianę z Shadowrunem 4 ed. I tak się zastanawiam, po co. Małe są szanse że moi znajomi będą chcieli zagrać w Shadowruna czy InSpectres, choć te systemy bardzo mi się podobają. Ostrzę sobie zęby na Savage Worlds Explorer Edition, a na półce kurzy się Earthdawn i Neuroshima. W wiele innych systemów zagraliśmy po jednej czy dwie sesje, choć gramy już od ponad dziesięciu lat.
Z brakiem czasu związane są jeszcze inne problemy. Pierwszy z nich to częstotliwość sesji. W ciągu ostatniego roku spadła do około jednej na dwa miesiące (buuu...). A nowej grupy a tym bardziej wciągać nowych osób jakoś mi się nie chce. Za stary już jestem, lubię pewien styl i nie chce mi się go zmieniać. Inny problem to mój słomiany zapał. Często mam ochotę na coś nowego. Kiedyś wydawało się że mogę to wszystko załatwić za pomocą coraz to nowych systemów. Niestety teraz już tak nie uważam. Jest jeszcze jedna rzecz. W związku z nieregularnymi spotkaniami nie mamy szans na jakąkolwiek dłuższą kampanię. Najczęściej są to jednostrzałówki, lub niedokończone sesje.
Jest jeszcze jeden problem który dostrzegam od paru lat. Jeśli mam prowadzić lubię być obeznany z jakimś settingiem/systemem. Wiedzieć jak dana mechanika działa, na co pozwala,a na co nie. Muszę również znać świat w stopniu wystarczającym bym nie musiał wymyślać zbyt wielu faktów. Dlatego np. Warhammer musi być dla mnie „koszerny” i wszelkie udziwnienia, zmiany realiów czy klimatu nie są przeze mnie aprobowane. Dlatego moje nastawienie do D&D jest raczej negatywne, choć jako gracz potrafię się dobrze bawić.
Przygody. Lubię mieć przygotowany konspekt w stylu opisu miejsc i postaci wraz z ich dążeniami i zachowaniem. Wtedy wiem jak mogą zareagować na działania graczy. I bardzo lubię pisać przygody pod już przygotowane postaci graczy, wtedy wiem już na co mogę sobie pozwolić by problem był, ale nie niemożliwy do rozwiązania. A nie mam możliwości sobie wszystkiego poukładać jak dopiero na spotkaniu okazuje się że to właśnie ja prowadzę a nie kumpel.
Pozostaje jeszcze jeden z grzechów głównych, czyli lenistwo. Wolę zająć się nicnierobieniem niż wymyślać skomplikowane intrygi i ciekawych bohaterów niezależnych.
A najgorszy jest ten „pędzący konsumpcjonizm” i nastawienie na odbiór. Mam tyle różnych notatek, konspektów, pomysłów itp. ale jakoś zamiast pomyśleć nad tym potrafię przez godzinę grać w kulki lub tetrisa, albo rozwiązywać sudoku. Już mnie od tego cholera bierze. Czytam podręcznik i odstawiam na półkę, zamiast wziąć 10 czystych kart postaci i potworzyć postacie, potem pobawić się sprawdzając jak im wychodzą testy itp. Ale na to potrzeba czasu, a tego jak pisałem na początku jakoś brak.
- A Ty. Masz problem?
Takim tekstem (pomijam epitety bo regulamin zabrania) powitał mnie niedawno przed nocnym sklepem jakiś dupek. Czuł się silny, bo za nim stała grupa podobnych mu młodych ludzi których ideałem jest chyba stanie pod nocnym, spijanie piwa lub wina i zaczepianie innych (oczywiście gdy mają przewagę przynajmniej trzy do jednego).
- To chyba Ty - odpowiedziałem bez namysłu i podszedłem do okienka coś kupić. Ale nie o zakupach chciałem.
No właśnie, mam problem? Mam, i to niejeden. Ale tutaj zanudzał Was będę jedynie problemami związanymi z hobby które nas interesuje, czy z tym wszystkim co jest związane z grami fabularnymi. A jakie to problemy? Można rzec banalne.
Starzeję się, trzydziestka na karku a ja ciągle interesuję się tymi śmiesznymi zabawami. Lubię poganiać za smokami, wszcząć burdę w karczmie czy uratować jakąś dziewicę. Jakoś mi to nie przechodzi choć czasu mało, rodziną wypadało by się zająć, zapracować na chleb itp. A i sesji jakoś tak ostatnio (tak gdzieś z pół roku) to nie wiem czy było dwie lub trzy. Ale nadal czytam, ale nadal się interesuję, nadal coś tam kupuję. Mój pierwszy problem to czas, a właściwie jego ustawiczny brak. Ponad trzy tygodnie czytałem Burning Empires, tak gdzieś od początku lutego czytam na zmianę Burning Wheel na zmianę z Shadowrunem 4 ed. I tak się zastanawiam, po co. Małe są szanse że moi znajomi będą chcieli zagrać w Shadowruna czy InSpectres, choć te systemy bardzo mi się podobają. Ostrzę sobie zęby na Savage Worlds Explorer Edition, a na półce kurzy się Earthdawn i Neuroshima. W wiele innych systemów zagraliśmy po jednej czy dwie sesje, choć gramy już od ponad dziesięciu lat.
Z brakiem czasu związane są jeszcze inne problemy. Pierwszy z nich to częstotliwość sesji. W ciągu ostatniego roku spadła do około jednej na dwa miesiące (buuu...). A nowej grupy a tym bardziej wciągać nowych osób jakoś mi się nie chce. Za stary już jestem, lubię pewien styl i nie chce mi się go zmieniać. Inny problem to mój słomiany zapał. Często mam ochotę na coś nowego. Kiedyś wydawało się że mogę to wszystko załatwić za pomocą coraz to nowych systemów. Niestety teraz już tak nie uważam. Jest jeszcze jedna rzecz. W związku z nieregularnymi spotkaniami nie mamy szans na jakąkolwiek dłuższą kampanię. Najczęściej są to jednostrzałówki, lub niedokończone sesje.
Jest jeszcze jeden problem który dostrzegam od paru lat. Jeśli mam prowadzić lubię być obeznany z jakimś settingiem/systemem. Wiedzieć jak dana mechanika działa, na co pozwala,a na co nie. Muszę również znać świat w stopniu wystarczającym bym nie musiał wymyślać zbyt wielu faktów. Dlatego np. Warhammer musi być dla mnie „koszerny” i wszelkie udziwnienia, zmiany realiów czy klimatu nie są przeze mnie aprobowane. Dlatego moje nastawienie do D&D jest raczej negatywne, choć jako gracz potrafię się dobrze bawić.
Przygody. Lubię mieć przygotowany konspekt w stylu opisu miejsc i postaci wraz z ich dążeniami i zachowaniem. Wtedy wiem jak mogą zareagować na działania graczy. I bardzo lubię pisać przygody pod już przygotowane postaci graczy, wtedy wiem już na co mogę sobie pozwolić by problem był, ale nie niemożliwy do rozwiązania. A nie mam możliwości sobie wszystkiego poukładać jak dopiero na spotkaniu okazuje się że to właśnie ja prowadzę a nie kumpel.
Pozostaje jeszcze jeden z grzechów głównych, czyli lenistwo. Wolę zająć się nicnierobieniem niż wymyślać skomplikowane intrygi i ciekawych bohaterów niezależnych.
A najgorszy jest ten „pędzący konsumpcjonizm” i nastawienie na odbiór. Mam tyle różnych notatek, konspektów, pomysłów itp. ale jakoś zamiast pomyśleć nad tym potrafię przez godzinę grać w kulki lub tetrisa, albo rozwiązywać sudoku. Już mnie od tego cholera bierze. Czytam podręcznik i odstawiam na półkę, zamiast wziąć 10 czystych kart postaci i potworzyć postacie, potem pobawić się sprawdzając jak im wychodzą testy itp. Ale na to potrzeba czasu, a tego jak pisałem na początku jakoś brak.
- A Ty. Masz problem?
środa, 25 kwietnia 2007
Start
Dokładnie tydzień temu o piątej rano obudziło mnie walenie w okno. Wstałem śpiąc jeszcze i odsłoniłem zasłonkę by zwymyślać pijaka, który znalazł sobie dziwny sposób na zwrócenie na siebie uwagi. Usłyszałem tylko dwa słowa.
- Pali się!
Przebiegłem do drugiego pokoju by zobaczyć płomienie odbite w oknach garażu. Zamknąłem drzwi. Teraz już nie pamiętam za co złapałem najpierw. Wiem tylko że zdołałem jakoś wykręcić 112, równocześnie budząc mojego 6-o letniego syna i szukając naszych ubrań i tłumacząc policjantowi przez telefon, że nie mogę już dłużej rozmawiać bo mam w domu dziecko które muszę ubrać i wyprowadzić z domu. Nie dalej jak 5 minut później byliśmy już na zewnątrz a straż pożarna przystępowała do gaszenia drewnianej przybudówki. Sytuację udało im się opanować błyskawicznie, dwie godziny później zwijali sprzęt.
Spytacie się pewnie po co to piszę. Po co urządzam takie osobiste wycieczki? Otóż w sobotę zacząłem pakować moją biblioteczkę, owoc ponad piętnastoletniego kolekcjonerstwa i zbieractwa, przetrząsania antykwariatów i stoisk z tanią książką. Zacząłem się zastanawiać co bym starał się wynieść z domu jakby okazało się że sytuacja jest trudniejsza do opanowania. Tak naprawdę nie zastanawiałbym nad książkami, sprzętem czy meblami. Najwyżej parę ubrań i parę osobistych drobiazgów. O zdjęciach dzieci pomyślałem, następnie laptop. Stacjonarny mógłbym mieć problem wynieść. Tak samo została by moja płytoteka. Choć niektórych albumów szukałem i parę miesięcy, to mam kopie na twardzielu laptopa bo tak łatwiej słuchać. Złapałbym teczkę z dokumentami, choć raczej dlatego że wszystkie są w starym neseserze, więc łatwo było by mi je wynieść. Lodówki i pralki nie wytargam, z telewizorem też mógłbym mieć problem, więc musiałyby poczekać.
Spłonęłyby wszystkie moje książki, podręczniki, czasopisma. Wszystkie numery Magii i Miecza, komplet Portali i Złotych Smoków, kilka Talizmanów, jeden Kruk i dwie Legendy poszły by z dymem razem z przeszło dziesięcioma rocznikami Nowej Fantastyki.
Pakując moją bibliotekę do kartonowych pudeł zacząłem się zastanawiać, który podręcznik chciałbym zachować, który system RPG chciałbym ocalić? WFRP I edycja? Wszak to pierwszy system w który grałem i z którym tyle jest wspomnień. A może Dzikie Pola przez które pokłóciłem się z kumplem jeden jedyny raz, i to na całe 5 minut, po czym poprowadziłem sesję w której immersja graczy była tak wielka że sam przeraziłem się sytuacji do jakiej doprowadziłem sam jako Starosta Gry? Cyberpunk 2020, Aphalon, Wiedźmin? Shadowrun, który osobiście uwielbiam a gracze nie chcieli nawet spróbować? Wampira? Czy może jeszcze jakiś inny. Jeszcze mam ich kilkanaście na półce. Wszak jestem zbieraczem.
I wiecie co? Za nic nie umiem wybrać. Jak już przychodzi co do czego to mam problem. Bo każdy system przywołuje wspomnienia, te miłe. I nie ważne, że mechanika WFRP i Wiedźmina ssie. Na Wampira miałem w pewnym momencie odruchy wymiotne, a w Gasnących Słońcach nijak nie dało się powiązać postaci kapłana ortodoksów, Hazata przywiązanego do tradycji, przemienionej i kajdaniarza, bo takie mniej więcej postacie przynieśli kiedyś gracze na sesję. Niestety mam problem by wybrać ten jeden podręcznik do uratowania.
A wy?
- Pali się!
Przebiegłem do drugiego pokoju by zobaczyć płomienie odbite w oknach garażu. Zamknąłem drzwi. Teraz już nie pamiętam za co złapałem najpierw. Wiem tylko że zdołałem jakoś wykręcić 112, równocześnie budząc mojego 6-o letniego syna i szukając naszych ubrań i tłumacząc policjantowi przez telefon, że nie mogę już dłużej rozmawiać bo mam w domu dziecko które muszę ubrać i wyprowadzić z domu. Nie dalej jak 5 minut później byliśmy już na zewnątrz a straż pożarna przystępowała do gaszenia drewnianej przybudówki. Sytuację udało im się opanować błyskawicznie, dwie godziny później zwijali sprzęt.
Spytacie się pewnie po co to piszę. Po co urządzam takie osobiste wycieczki? Otóż w sobotę zacząłem pakować moją biblioteczkę, owoc ponad piętnastoletniego kolekcjonerstwa i zbieractwa, przetrząsania antykwariatów i stoisk z tanią książką. Zacząłem się zastanawiać co bym starał się wynieść z domu jakby okazało się że sytuacja jest trudniejsza do opanowania. Tak naprawdę nie zastanawiałbym nad książkami, sprzętem czy meblami. Najwyżej parę ubrań i parę osobistych drobiazgów. O zdjęciach dzieci pomyślałem, następnie laptop. Stacjonarny mógłbym mieć problem wynieść. Tak samo została by moja płytoteka. Choć niektórych albumów szukałem i parę miesięcy, to mam kopie na twardzielu laptopa bo tak łatwiej słuchać. Złapałbym teczkę z dokumentami, choć raczej dlatego że wszystkie są w starym neseserze, więc łatwo było by mi je wynieść. Lodówki i pralki nie wytargam, z telewizorem też mógłbym mieć problem, więc musiałyby poczekać.
Spłonęłyby wszystkie moje książki, podręczniki, czasopisma. Wszystkie numery Magii i Miecza, komplet Portali i Złotych Smoków, kilka Talizmanów, jeden Kruk i dwie Legendy poszły by z dymem razem z przeszło dziesięcioma rocznikami Nowej Fantastyki.
Pakując moją bibliotekę do kartonowych pudeł zacząłem się zastanawiać, który podręcznik chciałbym zachować, który system RPG chciałbym ocalić? WFRP I edycja? Wszak to pierwszy system w który grałem i z którym tyle jest wspomnień. A może Dzikie Pola przez które pokłóciłem się z kumplem jeden jedyny raz, i to na całe 5 minut, po czym poprowadziłem sesję w której immersja graczy była tak wielka że sam przeraziłem się sytuacji do jakiej doprowadziłem sam jako Starosta Gry? Cyberpunk 2020, Aphalon, Wiedźmin? Shadowrun, który osobiście uwielbiam a gracze nie chcieli nawet spróbować? Wampira? Czy może jeszcze jakiś inny. Jeszcze mam ich kilkanaście na półce. Wszak jestem zbieraczem.
I wiecie co? Za nic nie umiem wybrać. Jak już przychodzi co do czego to mam problem. Bo każdy system przywołuje wspomnienia, te miłe. I nie ważne, że mechanika WFRP i Wiedźmina ssie. Na Wampira miałem w pewnym momencie odruchy wymiotne, a w Gasnących Słońcach nijak nie dało się powiązać postaci kapłana ortodoksów, Hazata przywiązanego do tradycji, przemienionej i kajdaniarza, bo takie mniej więcej postacie przynieśli kiedyś gracze na sesję. Niestety mam problem by wybrać ten jeden podręcznik do uratowania.
A wy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
